środa, 5 kwietnia 2017

KIEDY MĄŻ MA OCHOTĘ NA COŚ SŁODKIEGO - OFERUJĘ SIEBIE

KUŹNIA HOME - OPISANE Z DOMU

Dzisiaj będzie z cyklu wieczornych słodkich igraszek, czyli mąż i żona w roli głównej.

 A zaczyna się wszystko od tego, że... no na pewno nie codziennie i nie za każdym razem. Ale bywa i tak, że przeważnie wieczorem odpowiadam na komentarze, promuje swoje wpisy i prowadzę takie tam analizy Kuźni Home. W tym czasie nasze dzieci smacznie śpią, a mój M.. siedzi na kanapie i podziwia efekty specjalne Sci Fi. I tak w między czasie coś tam sobie debatujemy o codzienności. I gdy tak mój Mąż aktualnie jest w świecie zupełnej fantazji, to ja z tego Jego świata absolutnie się wyłączam. Raczej wole komedie, romanse, itp..
 Dlatego też w tym czasie zajmuję się swoimi sprawami. Ale kiedy w końcu słyszę, że ktoś tam siedziący obok Mnie powrócił zza światów na ziemię i jest obecny, bo Mnie szturcha i mówi: Kotuś, nie mamy czegoś słodkiego, tak bym coś zjadł smacznego, więc Ja bez ogródek i zastanowienia, prosto z mostu mówię: to czekaj chwilę, daj mi minutkę. I wracam po nie co dłuższej minutce z łazienki, wykąpana, pachnąca, gotowa...

 Ach, chwilo trwaj...Mąż zadowolony z obrotu sytuacji, kto nie lubi tego typu słodkości. I nadszedł czas, czas tylko dla Nas. Czas, którego nie przerwie nam pielucha z bździnkami pachnąca malinkami. Czas, w którym nie musimy rozdzielać dwóch walczących ze sobą jak koguty braci. Czas, kiedy nikomu nie chce się siku, ani też piciu... Czas dla Nas, Chwila ta jedyna...Chwilo trwaj wiecznie... I tak też powoli zaczyna się między Nami jakaś stwarzająca świadome pozory gra wstępna, zaczyna być ciekawie, robi się miło, coraz bardziej przyjemniej, pieszczoty dają się we znaki. Nasze spojrzenia są coraz głębsze, oddechy wyraźnie szybsze, fala podniecenia nadal rośnie .. tylko coś jednak w tej jednej chwili jest nie tak, coś przeszkadza, coś tam zaczyna się coraz bardziej wbijać w plecy....I okazuję się, że któreś z trójki Naszej gromadki zostawiło "Lubisia", rozpakowanego, biszkoptowego misia z nadzieniem czekoladowym. No cóż, taki miś nie utula do snu, dzieciom widocznie był zbędny. Ale jak się okazuje, miś przerywa nieraz to, co w danej chwili najważniejsze. U jednych przerywa łaknienie, a u Nas, no cóż;-)

 I wtedy kolejny raz uświadamiasz sobe jak bardzo kochasz Swoje dzieci;-) A mąż, hmm, miał ochotę na słodkie, oczywiście, że tak, a jeśli  chodzi o misia Lubisia, to ten smakołyk spełnia w tym temacie największe oczekiwania ;-);-);-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz