środa, 1 marca 2017

MAM GENIALNY SPOSÓB NA ANTYKONCEPCJE

KUŹNIA HOME - OPISANE Z DOMU



 Ostatnio nadmieniłam w jednym z postów o spaniu mojego dziecka nie do końca w swoim łóżeczku, i wiecie co, dziś Wam coś na ten temat powiem....a więc może to rozwinę...

 Gdy parę dni po urodzeniu Naszego pierwszego dziecka przyszła do Nas położna i powiedziała że takie maleństwo potrzebuje bliskości, i że nie będzie nagannym zachowaniem jak nawet do dwóch, trzech miesięcy będzie z Nami spało w łóżku. Że człowiek jest ssakiem i jak każdy ssak potrzebuje bliskości Swojej matki. Powiedziała również, że to pomaga w późniejszym rozwoju dziecka, że sobie poradzi w życiu, że będzie bardziej odważny i pewny siebie, i że nawet jest to udowodnione naukowo. Na pewno miała rację, jednak wtedy grzecznie posłuchaliśmy, ale po wyjściu położnej od razu powiedziałam mężowi, taa, jasne, a potem się przyzwyczai i tak już zostanie. Przecież dziecko z dnia na dzień jest mądrzejsze i ciężko będzie go później odzwyczaić...Nie mam za złe położnej tego co powiedziała, wręcz przeciwnie,  przeczytajcie uważnie do końca...

 A więc nie chcieliśmy syna uczyć od małego z Nami w łóżku. Przecież ma swoje łóżeczko, i piękną pościel, tak żeśmy się starali przygotować jak należy i co... i teraz Jego łóżeczko ma stać puste, o nie, absolutnie...Będzie spał sam...i tak też było... parę dni, do momentu pierwszej kolki. To okropny czas, najchętniej wzięłabyś ten Jego ból na siebie, żeby tylko nie cierpiał. 




 Mieliśmy najlepsze jedne po masie innych wypróbowanych wcześniej kropelek na kolkę...i w końcu pomogło, ale co się nabujaliśmy to wie tylko On sam. Dla dziecka zrobi się wszystko, jak tak cierpiał, mijały dni, wieczory, długie  nie przespane noce, i tak też te noce spędzał z Nami w Naszym łóżku, bo jedynie ta Nasza bliskość go uspakajała. Nie myśleliśmy wtedy o zasadach, o konieczności nauki spania w Swoim łóżeczku, nie liczyło się nic, tylko to żeby nie płakał, i na drugi dzień nie miał chrypy i chorego gardła... Przecież nic się nie stanie, jak prześpi, dwie, czy trzy noce z Nami, i tak się nauczył... Czekanie aż zaśnie, odkładanie na palcach, żeby tylko się nie obudził i poczuł że leży gdzie indziej.

 I tak to wyglądało...nadszedł czas, kiedy trzeba było powiedzieć stanowczo "nie". A był to etap w telewizji super niani, pomyśleliśmy może zastosujemy się do tych prób, może się uda...czytałam bajkę, odchodziłam coraz dalej, a syn wył ile miał sił. Próbowałam też kłaść go, dawać buziaka, i wychodzić, to za sekundę musiałam wracać bo tego krzyku nie wytrzymałaby nawet matka pozbawiona instynktu macierzyńskiego. Ja go kładłam, a On wstawał, i tak bez przerwy. Często wkraczał do pomocy mąż, bo w pewnym sytuacjach wymiękałam i najchętniej od razu przełożyłabym go do łóżka, jednak inicjatywa męża też była bezskuteczna... i albo my nie byliśmy wytrwali, albo mamy syna z charakterkiem, upartego jak mały osiołek. Wiem jedno, że to spanie od małego z Nami pomogło ukształtować Mu charakter, bardzo dobry charakter, jest odważny, mądry i ma swoje zdanie, i to Mi się podoba. Ktoś powie, że z charakterem się już rodzisz, tak, masz rację, ale można go należycie wyszlifować, jak diament szlifuje się by powstał wartościowy brylant. Może faktycznie nie tylko to spanie z Nami wpłynęło pozytywnie na jego zachowanie, ale może w dużym stopniu się do tego przyczyniło. Jeśli coś jest udowodnione naukowo, to coś w tym jest. Statystyki się nie mylą.
 Z drugim dzieckiem było bardzo podobnie, wiedzieliśmy, że nie ma sensu na siłę nic zmieniać, powiedzieliśmy sobie, że co będzie to będzie, zobaczymy, Drugi syn, nie wiem czy jakoś podświadomie się zgadali, ale było bardzo podobnie. Więc mieliśmy powtórkę z rozrywki;-)
Z trzecim, inna płeć, Nasza córka spała do pół roku sama w łóżeczku, a nawet przesypiała 7,8 godzin, dla Nas to było niewiarygodne, teraz bywa z tym różnie, i też nie robimy z tego afery, każde dziecko jest inne,,,a morał jest jeden, pozwolę sobie tutaj zacytować mojego tatę:
"jeszcze się nie zdarzyło żeby chłop do ślubu szedł w smoczku w buzi, z wszystkiego wyrośnie"
I otóż cały tego morał, to są prawa dziecka, dajmy im to...Czy coś się stanie, jeśli prześpi parę nocek z Wami, a raczej zaśnie, bo i tak go pewnie przeniesiecie do Swojego łóżka:-) więc czy warto robić z tego taką aferę...nie wszystko musi iść według książki, piszmy sobie swój scenariusz;-)
A położną bardzo serdecznie pozdrawiam, bo uważam Ją za mądrą kobietę, która wtedy miała rację,..

Nasze dzieci może nie spały zawsze same w swoich łóżeczkach, a My mieliśmy przez to nie co ułatwioną antykoncepcje;-) ale za to po zmianie na łóżko większe -spanie samemu przyszło bez najmniejszego namawiania z ogromną wręcz radością, radością dla Nas, jak i dla dzieci ;-) 
Więc nie raz nie warto się denerwować, że nie idzie tak jak zaplanowaliście...wyrosną z tego;-)





6 komentarzy:

  1. Dopiero poczucie macierzyństwa na własnej skórze weryfikuje pewne zachowania. I to dobrze, że wymoglas na sobie pewne zmiany- najważniejsze jest szczęście małych pociech ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem Ci że masz rację, kiedyś człowiek jak był sam dla siebie, bez dzieci to miało się więcej zasad i skrupulatnie się ich trzymało, odkąd są dzieci jest inaczej, i wcale nie jestem zła na to że zasady w pewnym aspektach dają w łeb, dzieci są zadowolone a My rodzice spełnieni;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja się nie zgadzam!! Też mieliśmy kolki i wstawałam do syna po kilkanaście razy w nocy ale nie zabrałam go do łóżka. Noc kiedy dziecko śpi to dla młodej mamy jedyny (!) czas na chwilę samotności. Doceniajcie to!

    OdpowiedzUsuń
  4. No bywa to różnie, u Nas jednak każde odłożenie dziecka do łóżeczka kończyło się pobudką;-) dlatego wyszło jak wyszło ale nie żałuję. W przypadku Naszej córki też doceniałam każdą godzinę kiedy Ona spała w łóżeczku;-) każde dziecko jest inne

    OdpowiedzUsuń