poniedziałek, 20 lutego 2017

PIERWSZA WIZYTA MOJEGO SYNA U DENTYSTY, STANOWCZO ZA PÓŹNA

PIERWSZA WIZYTA MOJEGO SYNA U DENTYSTY, 

STANOWCZO ZA PÓŹNA


 Pamiętam jak dziś całą ceremonię, zaangażowanie Teściowej w pilnowanie młodszego syna. Mąż jak zawsze z masą pracy na głowie, a Ja matka Polka biłam się z myślami, czy dobrze zrobię jak kolejny raz odstawię to na drugi tor. Nie będę przecież udawać przed Panią z wzorowo białymi jak płatki śniegu zębami że jestem idealną matką i dopilnowałam wszystkiego, nie, nawet nie mogłam tego tuszować, jak zobaczyła to... Pierwszą wizytę u dentysty odbyliśmy jak dopadła Nas już próchnica butelkowa. Tak, tak to wszystko przez kakałko. Nocne, proszące o litość kakałko. 

Dzień pełen wrażeń

 4-etatowa matka na macierzyńskim, dwoje dzieci, dom, szkoła..

Ta zapracowana matka ma w jednym palcu ogarnąć cały dom, ogarnąć- jak to brzmi ogólnikowo, może rozwinę...a muszę powiedzieć że był to moment kiedy jeszcze miałam w sobie ogromny pedantyzm. W każdy poranek przed pobudką dzieci, nawet poranne siku było na drugim miejscu, potem kawa czarna parzona obowiązkowo  czekała aż ostygnie, bo nie piję gorącej. Ściereczka w ruch i ścieranie kurzy, tak, bo przecież nie mogło być inaczej. A to wszystko w lekkim tańcu, z powiewem ulubionego szlafroka, muszę być cicho, bo przecież moje chłopaki jeszcze śpią, nie licząc pierwszego bez którego nie byłoby tych dwóch młodszych, który już bardzo bladym świtem wyjechał do pracy. A więc dalej ogarniam, kombinując na wszelakie sposoby, a żeby nie zbliżając się zbytnio, by ten najmłodszy nie wyczuł w oddali zbliżającego się mleczka.. może Ja też zasługuję na jakieś śniadanko w godziwym spokoju, bo przecież znowu lodowatej kawy to nienawidzę, mój żołądek dający się wiecznie we znaki, tego nie wytrzyma. ..
 Śniadanko zjedzone, kubek po kawie już denerwuje i prosi o czystość. O pobudka, słyszę już kogoś z sypialni, wiedziałam że miałam go zostawić, spokojnie by poczekał aż wstaną chłopaki, ale nie, musiałam, cholerna pedantka, jestem wściekła, ale co tam, kiedyś się nauczysz, pewnie Ci to przejdzie, a zresztą chłopaki już też mają prawo zjeść, miałaś swoje 5 minut, dość tego dobrego- wtrąca podświadomość.
I tak też rozdwajam się myślami co tu pierwsze zrobić, starszy się uśmiecha i zanim zdążę cokolwiek do Niego z siebie wyrzucić już dawno jest obok brata w sypialnianym łóżku. Co? czemu w sypialnianym łóżku, otóż łóżeczko u Nas do pierwszego roku życia bywało tylko gościnnie. Czy warto z tego robić aferę? o tym też kiedyś napiszę, zostawmy na razie ten temat. A więc synek czeka, tuli się słodko,

 -mamusia Cię bardzo kocha, wiesz..
 -Ja Ciebie też.

 Ściskam go mocno, przecież tego potrzebuje, i Ja i On, jest jeszcze taki malutki...i tak to wszystko się odbywa, karmiąc jednocześnie piersią młodszego.

 I myślisz tak, jak ta twoja ogromna cierpliwość popłaca w tym momencie, przecież inaczej dałoby się oszaleć. Rozdwajasz się na cząsteczki pierwsze, hmm, może już czas odstawić karmienie, ale przecież to jest takie zdrowe, i dobre dla dziecka i czemu miałby być gorszy od pierwszego, daj mu też te 13 miesięcy, ubędzie Ci czegoś, tylko polepszysz więź między Wami, Daj mu tę namiastkę siebie, przecież jeszcze tego potrzebuje-odzywa się instynkt...

...i tak leci dzień. I znowu podświadomość daje koncepcje- musisz zrobić zdrową zupkę jakąś treściwą, może królik z dynią, do tego marchew, ziemniak- przecież powinnam mieć jeszcze kawałek zamrożonego swojskiego króliczka. Starszy zje ze smakiem bo lubi, młodszemu zmiksujesz i będzie git.

 Wczoraj była brzydka pogoda, już miałaś wyrzuty że to nie powód dla którego Twoje dzieci nie zaznały świeżego powietrza. Nie no, dzisiaj już musisz z Nimi wyjść....

Ale jest pięknie, wczoraj też mogłam iść,

 -Mamo przyjdziemy też tu jutro, 

syn pyta słysząc na dworcu nadjeżdżający pociąg, tak, to czas Tomka i przyjaciół. Tory, szum , zaczęłam to lubić..mija pół godziny, w zasadzie nic się nie dzieje, poza niebanalną analizą (wszystkiego co w zasięgu wzroku) Mojego jeszcze nie do końca trzylatka.

 - Może Nas odwiedzi koleżanka ta co zawsze,
 - tak pewnie przyjdzie ,poczekamy jeszcze chwilę, 

ale zegar podpowiada że młodszy długo nie wytrzyma na kukurydzianych tygryskach...

-Słuchaj,  musimy teraz iść zjeść zupkę, a wiesz przecież jaki dzisiaj dzień?,
-ząbki, to dziś? Tata mówił, że muszę jutro iść wyleczyć ząbka, 
-właśnie tak, dziś jest twoja pierwsza wizyta u dentysty, wielki dzień...



Wizyta u dentysty

...A więc czekamy, w końcu dotarliśmy,  nie, nie może być, hallo, nie śpij, hej , puszczę Ci bajkę na komórce o pociągach, i chcąc nie chcąc, a co tam zapytam , co mi szkodzi, mogę wejść przed panem? Syn mi zasypia na rękach a to jego pierwsza wizyta. Wymuszone grzecznościowe tak bardzo mi wtedy odpowiadało.

 - Jak się cieszę że tu jestem, dzień dobry.
 - No hej maluszku, pokaż mi buzię. Będzie dobrze, aż tak źle nie ma,
 - ale gdzie mama była wcześniej usłyszałam pytanie zadane z ironicznym uśmieszkiem...
 - Tak, wiem, biorę to na klatę, nie będę się tłumaczyć, po prostu tak wyszło, 

 Matka winna, oczywiście. Nie wiadomo dlaczego zęby mojego dziecka zeszły na drugi tor. Nie musi wiedzieć o drugim synu, który szybko za dzisiejszym pacjentem pojawił się na świecie, co Ja myślę, tak, usprawiedliwiaj się. .
Fakt faktem jesteś i najważniejsze żeby to synek był zadowolony i się nie zraził , bo nawet ta masa obiecanych prezentów nie pomoże. Hmm, i co , jesteś dumna, masz syna zucha i nawet chce znowu tu przyjść. No super, jak ta Pani to zrobiła, tak, zrobiła, niesłychane, szok, jakie Ona ma podejście. Usłyszałam tylko pouczająco że szkoda że nie przyszliśmy wcześniej. Są różne sytuacje,

- Pani syn zareagował zaskakująco bardzo pozytywnie ,ale różnie bywa, i co by Pani zrobiła jakby się zraził,
- czym skłoniłaby go Pani kolejnym razem, pewnie nie chciał by tu wrócić.
- Tak, ma Pani rację, teraz to wiem.

 Ale wiem też że muszę tu wrócić. Szkoda że Tata nie jest z Nami, jego oczko w głowie jak zwykle się spisało. Nie no, w takim układzie, część umowna zmienia postać rzeczy, Ja muszę Mu to od razu wynagrodzić, obiecane prezenty później według ustaleń. Dzwonie do Teściowej że będę trochę później, że poszło super, i bardzo się cieszę i całą resztę opowiem Jej potem, bo po drodze jakaś mała rekompensata, muszę gdzieś zjechać do sklepu. Jestem taka dumna. Rozpiera Mnie radość.


 Człowiek uczy się na błędach, ale czemu na krzywdzie własnego dziecka, oj już nigdy więcej próchnicy butelkowej, Zrobię wszystko żeby do tego nie doszło. 
Dlaczego Ja nie pamiętam u siebie wygryzionych niczym marchewka jedzona przez królika jedynek?
Czy moja mama dopilnowała tego lepiej?
A może już nie pamiętam?
Może Mój syn też zapomni?


 Już teraz z tym nic nie zrobię, ale mam nauczkę, której nie zapomnę...
...i dlaczego Mój młodszy syn ma ząbki czyste i zdrowe...nauka czyni mistrza? Hmm.. Każda matka do pewnych rzeczy musi dojść sama, by ważnych i mniej ważnych błędów nie popełniać.






 Teraz z perspektywy czasu mogę Wam trochę podpowiedzieć jak w prosty sposób przyczynić się do tego, aby tej próchnicy nie było, jest parę zasad:


  1. Jeszcze zanim pojawi się ząbek przecieraj wacikiem dziąsełka maluszka.
  2. Od pojawienia się pierwszego ząbka używaj szczoteczki dostosowanej do wieku dziecka.
  3. Myj ząbki dziecka co najmniej dwie minuty.
  4. Pamiętaj że dziecku gdzieś od pół roku do picia może posłużyć łyżeczka, czy też kubek.
  5. Myj ząbki dziecka dwa razy dziennie.
  6. Pamiętaj o paście dostosowanej do wieku dziecka.
  7. Zamiast soku lepsza woda.
  8. Nie dosładzaj picia.
  9. Przyswajaj dziecku myśl o dentyście.
  10. Nie czekaj aż pojawi się problem, kontroluj ząbki maluszka.
 To nie raz nie jest takie proste, tak, zasady są po to by je łamać ale tu chodzi o zdrowe ząbki Naszych dzieci...Ja też się staram, nie zawsze to wychodzi, ale nie chcę powtórzyć błędu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz